Jest to takie małe opowiadanko fanasy crazy ;P

niedziela, 28 września 2014

"Pierwszy trening" cz.2 [Włochy-Baza fundacji]

-Jak widać musimy zacząć od zera.-powiedział obojętnie Silver.
Popatrzyła na Drake'a który skinął głową.
-Nie miejcie mi tego za złe ale muszę to zrobić!-mówiąc to Drake zapalił pierścień.
Rozrastającym się ogniem uderzył w podłogę. Poczułem lekki wstrząs pod nogami po czym na obrzeżach sali pojawiły się ściany ognia. Czułem się jak zwierze klatce.
-Teraz zaczyna się akcja-gdzie podział się miły Drake z przed chwili?-będziecie z nami walczyć!
-Że co?-krzyknąłem!!!
Nie miałem czasu zastanowić się co robić dalej, gdyż Silver zamachnęła się nożem krzycząc "Centum Rounds"
Widząc przerażona twarze moich towarzyszy nie miałem innego wyboru jak tylko ich obronić.
Wybiegłem przed nich tak szybko jak to tylko możliwe.

*oczami Lizzie*

Poczułam jakiś ruch po mojej prawej stronie. Był to Ted biegnący prosto na pociski Silver.
Nie zdążył stanąć z rozprostowanymi rekami przed nami a centum rounds przedziurawiło jego ciało pozostawiając po sobie wypalone w jego ciele dziury, z których sączyła się obficie krew.
Widziałam w oczach Drake'a i Silver zdziwienie i przestrach. Ted padł na kolana a później całym ciałem wpadł do kałuży własnej krwi.

*oczami Teda*

Nic już nie widziałem. Ból przeszywał każdą najmniejszą część ciała. ledwo zdołałem usłyszeć trzy krzyki dwa wrzeszczały jeden krzyknął "Jezus Maryja".
w okolicach brzucha czułem pustkę, może dlatego, że większość promieni trafiła mnie właśnie tam.
Miałem już zemdleć ale moje cierpienia przedarł dziewczęcy krzyk:
-Teeeed!!!
To mi coś zrobiło. Czułem że muszę coś zrobić cokolwiek byle by ich ochronić.
Ostatkiem sił podniosłem się. Nic nie słyszałem, nic nie widziałem, nic nie czułem.
Nie czułem ani bólu ani ukojenia. Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje.
Wydawało mi się, że stoję tak wieczność aż w końcu coś poczułem.
Był to wiatr wokół mnie. Dzięki niemu dałem rade otworzyć oczy. Wokół mnie hulało tornado unoszące moją krew rozrzucając ją na wszystkie strony świata. nie wiem co się działo ale moje rany zaczęły się goić.
Wiatr powoli ustawał.
Po tym jak tornado ucichło padłem na kolana gdyż nie mogłem się utrzymać na nogach.
powoli jednak odzyskiwałem wzrok. Widziałem sylwetkę Mikono stojącej po mojej prawej stronie.
Mówiła jakieś słowa, których usłyszałem tylko cząstki. Nawet nie widząc jej byłem w stanie wyczuć jej nienawiść. Z czasem widziałem coraz więcej.
Amulet meduzy pokrył się światłem.
Powietrze wokół niej robiło się cięższe.
Ja też czułem jak moje ciało staje się cięższe.
Wilgoć z powietrza zbierała się w pojedynczych punktach wokół Elektry.
Skupiska wilgoci zaczęły pokrywać się osadem, twardnieć i zamieniać się  w małe skały.
Jej spojrzenie wyrażało gniew.
Mikono krzyknęła "Zabiję..."

Zemdlałem.

***
Jest rozdział. Trochę nie wyszedł tak jak chciałem mimo, że profesor Sayaka dawał mi wykład jak pisać blogi za co bardzo dziękuję.

środa, 17 września 2014

"Pierwszy trening" cz.1 [Włochy-Baza Fundacji-15 km od Rzymu] - Na życzenie Sayaki trochę akcji

-MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ NIE MÓWIŁ DO MNIE PEŁNYM IMIENIEM.-Darła gębę na leżącego.
-Przepraszam Przepraszam Przepraszam Przepraszam! zapomniałem się.-Odważny Drake z przed chwili zaczął błagać o litość.
-TO CIĘ NIE USPRAWIEDLIWIA!
-Błagam przebacz!-jęknął.
-Żeby mi się to więcej nie powtórzyło-w końcu opanowała się dziewczyna.-Pamiętaj masz mi mówić Silver(po angielsku srebro).
-Tak jest Silver!-zasalutował Drake.
-No więc już wiecie jak macie się do mnie zwracać. Teraz przejdźmy do spraw mniej istotnych.
To miejsce gdzie się znajdujemy to baza fundacji mistyków. Tak się nazywa nasza organizacja.
To czym są artefakty to pewnie już wiecie po przeczytaniu dzieła Aleksa Felemina(pełne nazwisko) ale przypomnę. Artefakty to przedmioty o magicznej mocy...
-Tak to już wiemy-przerwałem jej.
Silver znowu tak drgnęła jak w momencie kiedy Drake powiedział jej prawdziwe imię. W momencie rzuciła się na mnie przewracając mnie na ziemie. Usiadła okrakiem na mnie, (Bez skojarzeń ona ma 13 lat.) wyciągnęła z pod płaszcza nóż o krótkim lekko zakrzywionym ostrzu, a rękojeścią zakończoną małą złotą rzeźba trzech psich głów. Przystawiła mi go do gardła i krzyknęła:
-NIE PRZERYWAJ MI KIEDY MÓWIĘ!
-Uważaj Silver on nosi amulet greckiego hoplity, w dodatku udało mu się go raz użyć. Jeśli go sprowokujesz mógłby zarówno zabić siebie jak i ciebie. Nie mówiąc już o twoim artefakcie który poszedłby na pierwszy ogień.-kiedy usłyszałem te słowa przestraszyłem się samego siebie.
-Skoro tak mówisz-wstała ze mnie chowając nóż.
-Wybaczcie jak widzicie Silver łatwo traci panowanie nad sobą. ale wróćmy do tematu. Silver?
-Dobra dobra już będę spokojna.-warknęła.
-Dziękuję.
-Dobra wróćmy do tematu.-kontynuował zupełnie niewzruszona dziewczyna-Ten sztylet to mój artefakt "Nóż Cerberusa". Cerber w mitologii greckiej był piekielnym psem z trzema głowami.
Teraz pokażę wam co potrafi w pełni wytrenowana osoba używająca silnego artefaktu.
Drake wprowadź manekiny.
-Tylko nie rozwal pół bazy znowu.-powiedział Drake lekko zestresowany Drake.
-Grrrr Przestań mnie tym już nękać to się więcej nie powtórzy.-jęknęło znudzone dziecko.

Drake wyszedł na chwile z dużego pomieszczenia po czym wrócił wprowadzając metalowe sylwetki ludzi jadące na podstawach z kołami. W skrócie było to lalki do ćwiczeń.
-Więc-znów odezwała się Silver.-Odsuńcie się w tamtą stronę-palcem wskazała kierunek przeciwny do miejsca, w którym stały manekiny-i patrzcie uważnie.
Odsunęliśmy się  po czym Silver wyciągnęła nóż.
Jej artefakt zaczął świecić granatowym połyskiem. Z jego ostrza zaczęły rozchodzić się oplątujące sylwetkę dziewczyny języki granatowego ognia tryskającego czarnymi iskrami.
Wycelowała nożem w manekiny stojące daleko od niej.
-"CENTUM ROUNDS"[po łacinie oznacza setka pocisków]-wykrzyknęła.
Przed Silver zaczęły z ognia formować się jasne skupiska energii które po chili wystrzeliły w manekiny jasnym promieniem.
Wiązki energii przedziurawiły manekiny bez trudu.
Po żelaznych sylwetkach został już tylko popiół.
Silver następnie zwróciła nóż do nas. My przerażeni nie mogliśmy nawet pisnąć.
-No i tak to się robi.-Silver poprawiła fryzurę.-Teraz naszą robotą jest to żeby was wyszkolić. Słyszałam że ty już użyłeś amuletu-wskazała na mnie.-Podejdź.
Nie mając wyboru wykonałem polecenie. Stając przed Silver patrzyłem jej z góry w oczy.
Patrzyliśmy sobie w oczy tylko przez parę sekund ale mi wydawało się to długie niczym wieczność.
W pewnym momencie dziewczyna zamachnęła się nie przerywając kontaktu wzrokowego i dała mi splaszczaka, przez którego padłem na ziemie.
-Jak widać nie potrafisz go używać. Gdybyś umiał miałabym rękę w strzępach,
-"Ona jest szalona!!!"-pomyślałem, a patrząc na twarze pozostałych wywnioskowałem, że myślą podobnie.

***
Ciąg dalszy nastąpi...

poniedziałek, 8 września 2014

"Amulety" cz.2 [Włochy-Rzym]

Mężczyzna powoli zmierzał w naszą stronę. Już zaczął wyciągać do nas rękę. Staliśmy sparaliżowani strachem. Bałem się spopielenia jak nigdy dotąd.
Każdy z nas zastanawiał się czy jest to wybawca z opresji czy też kolejny napastnik.
Prawa ręka mężczyzny zatrzymała się mniej więcej na wysokości pasa. Była ułożona tak jakby czekał na uścisk dłoni innej osoby.
-Dzień dobry. Nazywam się Drake Wales (czytaj Drejk Wejls)-powiedział męskim głosem.
-Yyy....yyy-zdołałem wyjąkać.
-No dalej! Nie mamy czasu.
Uścisnąłem mu rękę a on zaczął mówić dalej:
-Pewnie zastanawiacie się co tu się właśnie wydarzyło. No więc wszystko wam wyjaśnię jak już będziemy w bazie. Teraz naprawdę nie ma czasu na wyjaśnienia.-Chwycił mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć za sobą.
Wtedy Mikono złapała za mój lewy bark zatrzymując mnie i powiedziała:
-Nigdzie z tobą nie idziemy!
-Słuchaj wiem że mi nie ufacie ale naprawdę musimy się pośpieszyć bo organizacja diabłów znowu wyśle tu swoich ludzi. Tych dwóch było słabych bo nie miało żadnych artefaktów ale jeśli wparuje tu jakiś minotaur i rozwali ten dom to nie obwiniajcie mnie! Oni chcą odebrać wam dzieło Aleksa F. ale to wy jesteście prawowitymi spadkobiercami będąc Odkrywcami.
-Czekaj! Czyli ten ogień to był jakiś artefakt?-kontynuowała kłótnie Mikono.
-Tak Pierścień Feniksa ale to wszystko wyjaśni wam Sabrina jak już będziemy w bazie.-Drake.
-Kto?-Mikono.
-No mówię przecież że nie mamy czasu! Słuchajcie albo pójdziecie ze mną i my wyszkolimy was żebyście mogli używać amuletów albo dalej będziecie narażeni na ataki takich ludzi jak oni-I wskazał palcem na dwóch leżących mężczyzn.
Wyszeptaliśmy między sobą plan działania, który brzmiał tak:
-Wiecie co powinniśmy się zgodzić. W końcu sami nie jesteśmy przetrwać takich zamachów.-Mikono.
-No to mamy plan działania.-Lizzie.
-Jasne.-dwugłosem odpowiedzieliśmy z Blaisem.

-No dobra pójdziemy z tobą.-powiedziała Mikono jako nasza "przedstawicielka".-Ale pod jednym warunkiem nie będziemy wsiadać do żadnych samochodów!
-Nie ma problemów.
I wyruszyliśmy.
Uszliśmy jakieś 500 metrów i zmierzaliśmy do czarnego wana.
-Ej przecież ustaliliśmy, że nigdzie nie wsiadamy.-odezwałem się z obawą w głosie.
-Ustaliliśmy, że nie wsiadacie do samochodów- z przerażającym uśmieszkiem powiedział Drake- ale to nie jest samochód.
-Yyy...jest.-odezwałem się.
Drake słysząc niedowierzania wyciągnął kluczyk z kieszeni przy którym wisiał pilot do otwierania samochodu. Nacisnął jakiś przycisk a z samochodu wydobywały się jakieś dźwięki jakby coś tam się przewalało. Następnie samochód zaczął się jakoś deformować niczym transformer.
Po chwili był to małych rozmiarów odrzutowiec.
-Jest?-sarkastycznie zapytał Drake.
My oczywiście ni chcieliśmy do tego nasienia diabła wsiadać no ale Drake'owi udało się nas przekonać.
Siedząc w środku trzęśliśmy się jak potraktowani paralizatorem.
Odrzutowiec zaczął się wznosić.
-"To ustrojstwo naprawdę lata!"-krzyknąłem w myślach.
Co później się działo nie pamiętałem. Nie wiem co się stało, może zemdlałem.
Wylądowaliśmy na wielgachnym parkingu przed monumentalnym budynkiem.
Był prawie cały biały a ten budulec był niesłychanie gładki. Wyjątkiem kolorystycznym były okna,
które były jasno niebieskimi sześcianami. Cały budynek i parking znajdowały się głęboko w lesie.
Gdy zmierzaliśmy za Drakiem do wejścia powoli robiło się ciemno.
Wchodząc do środka naszym oczom ukazało się równie niesamowite wnętrze. Co ciekawe budynek tak ogromny a nikogo w środku nie zauważyłem.
Drake kierował nas w stronę windy, którą zjechaliśmy parę pięter w dół. Prawdopodobnie byliśmy w podziemiach.
Następnie prowadził nas do jakiejś sali gimnastycznej. W niej przy stole z herbatą siedziała chyba młodsza od nas dosyć niska i szczupła o długich brązowych włosach dziewczyna. Po obu stronach głowy miała splecione warkoczyki. Miała brązowo oczy i ubrana była w wiśniowo różowy płaszcz z dużą białą kokardą na nim, Czarne krótkie spodenki i białe wysokie wiązane buty.
Dziewczyna wstała od stolika ostawiając filiżankę herbaty i powiedziała:
-O już jesteście! Przybyliście przed czasem.
-To właśnie jest Sabrina von Wolf-Nagle dziewczyna drgnęła jakby ją coś bolesnego ugryzło.
Drake był odwrócony do niej tyłem. Na jej czole pojawiła się zmarszczka szalonej wściekłości.
Ona stała zagryzając wargi, w końcu ruszyła ciężkimi krokami w stronę Drake'a.
Będą wystarczająco blisko zamachnęła się ręką i z pięści przywaliła Rudemu, który padł na ziemie skręcając się z bólu.
-MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ NIE MÓWIŁ DO MNIE PEŁNYM IMIENIEM!!!-Darła gębę na leżącego.

Nasza czwórka wyglądała mniej więcej tak:


***
Ciąg dalszy nastąpi...

sobota, 30 sierpnia 2014

"Amulety" cz.1 [Włochy-Rzym]

Pierwszy wycelował w nas pistoletem. Już miał pociągnąć za spust, ale wtedy przypomniałem sobie słowa z notesu:
"Będzie gotowy w każdej chwili stanąć przed innymi i ochronić was przed niebezpieczeństwem."
Amulet dał mi odwagę żeby się ruszyć (raczej odebrał rozum). W ostatniej chwili stanąłem przed resztą osłaniając ich moim ciałem. 
Rozległ się strzał.
Huk był niesamowicie głośny.
Kula trafił mnie w brzuch.
Nie jestem pewny co wtedy czułem ale nie był to ani smutek ani ból raczej radość, że mogłem ochronić przyjaciół.
Padłem na kolana a następnie tułowiem na ziemie.
Wszystko działo się tak szybko że, nie wiem kiedy Lizzie była przy mnie.
Wszyscy spodziewali się, że zaraz utonę w kałuży krwi, ja jednak wstałem.
Wstałem upuszczając zmiażdżony pocisk i s powrotem stając w pozie osłaniającej ludzi za mną. Podniosłem twarz. Patrzyłem spode łba na napastników, którzy zagryzali wargi ze złości.
Mój amulet słabo świecił, czułem od niego jakieś drgania. wydawało się jakby był żywą istotą. 
Mężczyźni coraz bardziej się złościli. Drugi również wyjął spluwę i krzyknął do pierwszego:
-Strzelaj!
Po chwili rozległa się seria wystrzałów zamknąłem oczy bo bałem się bólu. Kiedy huk ucichł nie czułem ani bólu ani nawet dotyku.
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem przed sobą ścianę stężonego powietrza, która nie dość że zatrzymała pociski ale też rozerwała je na strzępy.
Napastnicy byli przerażeni. Ten pierwszy wyjąkał:
-Chodź! Mamy notes musimy dostarczyć go do organizacji.
-Masz racje-odpowiedział drugi.
Szybkim krokiem zaczęłi zmierzać do wyjścia.
-Czekajcie!-Blaise wystąpił przed szereg. Mężczyźni nawet nie zareagowali.
Mieli już wyjść ale do pomieszczenia wszedł rudy dosyć wysoki mężczyzna ubrany w bordowy płaszcz mimo, że była wiosna i było ciepło. Nosił czarne okulary więc nie wiem jakiego koloru miał oczy ale na twarzy widniała krótka zadbana broda. 
-Przepraszam za najście-powiedział męskim głosem i uderzył pierwszego pięściom w twarz.
Na lewej ręce nosił złoty pierścień z niebieskim kamieniem w środku. Kamień był pozłacany, ze złota na kamieniu tworzył się wizerunek ptaka.
Drugi trzymający notes na widok tej sceny odskoczył w naszą stronę. Mężczyzna zakrył prawą ręką, pierścień spod, której rozchodziło się czerwone światło. Zrobiło mi się strasznie gorąco.
Mężczyzna odsłaniając pierścień również rozchodzące się od niego płomienie. Nie wiem jak to możliwe żeby pierścień tak po prostu stanął w płomieniach.
Ogień coraz bardziej rósł oplątując się wokół nowego gościa. Nieznajomy wyciągnął rękę w stronę napastnika, który był jeszcze bardziej przerażony niż wcześniej. Z jego ręki rozległ się strumień płomieni który następnie trafił drugiego.
Padł na ziemie cały poparzony. Notes spadł nietknięty na podłogę blisko nas. Mężczyzna powoli zmierzał w naszą stronę. Już zaczął wyciągać w naszą stronę rękę...

***

Ciąg dalszy nastąpi...

***

Wybawca czy napastnik? Co kryją amulety? Kim jest Aleks F?
Odpowiedzi na te pytania zdobędziecie czytając dalej. Mam nadzieję że się podobało :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

"Początek" cz.2 [Włochy-Rzym]

Takie małe przemówienie: będę pisał w formie pamiętnikowej czyli "my kiedyś coś zrobiliśmy" bo tak jest mi łatwiej. Wcielę się w postać Teda Killstona.

***

Po pizzy zaczęliśmy plątać się po mieście. Dotarliśmy nawet do Koloseum. Mieliśmy już zamiar wracać do domów lecz omal nie zginąłem. Szliśmy blisko przy ścianie i kiedy dochodziliśmy do końca zewnętrznej ściany Koloseum z góry spadły kamienie. Gdybym był o krok dalej kamienie spadły by mi na głowę. Popatrzyliśmy się w górę ale nigdzie nie dostrzegliśmy żadnego miejsca skąd to mogło spaść. Już mieliśmy zamiar uciekać, żeby nikt  nie oskarżył nas za uszkodzenie koloseum, ale Lizzie zauważyła coś wystającego spod gruzu. Zebraliśmy się wokół sterty kamieni i wygrzebaliśmy spod niej podręczny oprawiony w brązową skórę notes. Był na nim odciśnięty grecki znak omega:

-Co to jest?-Lizzie.
-A bo ja wiem.-warknął Blaise, który to akuratnie trzymał.
-Zaglądnij do środka.-szybko powiedziałem.
Blaise otworzył notes na pierwszą stronę na której widniały napisy:
Aleks F.
"Przewodnik mitów"
-No dajesz następną-Mikono.
Na następnej kartce był już trochę dłuższy tekst pisany ręcznie.
"Napisałem ten przewodnik żeby w jakiś sposób przekazać czwórce przyszłych odkrywców informacje o tym kim są. Jeżeli to czytacie i jest was czwórka młodzieńców to czar rzucony na ten notes podziałał. Nie wiem w jakich okolicznościach i czasie go znaleźliście ale musicie go wziąć ze sobą w bezpieczna miejsce i tam przeczytać."
Popatrzyliśmy na siebie każdy nie mogąc nic powiedzieć. W końcu Mikono przerwała tą niezręczną ciszę.
-Pfff... jakieś kpiny. Po prostu ktoś to nam zrzucił pod nogi...
-Ale zobacz "czwórka młodzieńców.-odezwałem się-A poza tym, który szaleniec wchodziłby na koloseum z ryzykiem aresztowanie tylko po to żeby zrobić nam żart?
-No właśnie.-dwugłosem zgodzili się Blaise i Lizzie.
-No ale co chcesz z tym zrobić?-pytała Mikono z skrzyżowanymi na klatce rękoma.
-Nie wiem... może pójdziemy w jakieś bezpieczne miejsce i przeczytamy co tam jest.-Ja.
-No chyba nie wierzysz w to co tam pisze?!-oburzona Mikono.
-Coś mi mówi, żebym uwierzył.-Ja spokojnym cichym głosem.
-Niby co?
-no nie wiem może FAKT ŻE TO MNIE OMAL NIE ZABIŁO!!!-zacząłem cicho a potem wrzasnąłem.
-No dobra dobra-poddała się-to gdzie chcesz iść?
-Wiecie...-nieśmiało zaczęła Lizzie.-Moi rodzice wyjechali razem na delegacje i do po jutra mieszkam sama. Możemy przyjść do mnie mieszkam niedaleko.
Zgodziliśmy się i poszliśmy do niej. Przez całą drogę kurczowo trzymałem przy sobie notes nie to że nie ufałem pozostałem ale dopiero dzisiaj ich poznałem więc się ich jeszcze trochę bałem.
Docierając na miejsce naszym oczom ukazał się ładnie kolorystycznie, dwu piętrowy, dosyć stary dom.
Do drwi prowadził średni wysokie schody przy ścianie jakich niemało we Włoszech. Nad nimi był z zielonego drewna daszek. Po wejściu przez drzwi byliśmy w podłużnym holu u którego końca był duży salon. Ładnie urządzone pomieszczenie w barwach beżu. Lizzie powiedziała że możemy się tam rozgościć, sama jednak skoczyła do kuchni przynieść coś do picia. Po jej powrocie siedliśmy wszyscy na kanapie otworzyliśmy notes i zaczęliśmy czytać drugą stronę.
"No więc napisałem ten notes korzystając ze swojej zdolności przewidywania przyszłości. Możecie się zdziwić ale to prawda. Chciałbym zadać wam pewne pytanie:
Czy nie zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się mitologia?
Otóż nie wzięła się znikąd w przeszłości istniały pewne magiczne artefakty których moc objawiała się w materialny sposób. Ludzie nie mogąc tego pojąć mówili że są to bogowie czy inne stworzenia.
Te artefakty istnieją w waszych czasach. Są rozrzucone po całym świecie. Ludzie tacy jak wy są w stanie wykorzystać i kontrolować tą magiczną moc. Oczywiście są też ludzie ze złymi zamiarami którzy chcą np. zawładnąć światem. Na tyle tego notesu ukryłem 4 amulety (też artefakty)."
Odszukaliśmy amulety i czytaliśmy dalej.
"Amulet greckiego hoplity dla tego z was który będzie gotowy w każdej chwili stanąć przed innymi i ochronić was przed niebezpieczeństwem."
Patrzyliśmy na siebie ze spojrzeniem pełnym skupienia. Każdy z nas myślał o tym samym: wziąć czy nie?
W końcu po pięciu minutach ciszy wziąłem do ręki amulet który wyglądał jak tarcza hoplity(w sensie wisiorek a był na srebrnym łańcuszku.) wstałem i powiedziałem.
-Ktoś z nas musi nim być. Jestem gotów.
Potem siadłem i czytaliśmy dalej:
"Amulet driady dla tego z was, który jest zamknięty w sobie ale kiedy nadejdzie chwila będzie dla was walczył."
Lizzie już miała się odezwać (było wyraźnie widać) a Mikono wzięła do ręki amulet driady wyglądający jak drzewo z którego wychodzi kobieta. Oglądnęła go i podeszła do Lizzie. Siadła koło niej i dała jej do ręki amulet, i powiedziała.
-Bądź bardziej pewna siebie. Ten amulet jest twój a ty jesteś wspaniałą przyjaciółką.
-Dz...dziękuję-zaczerwieniła się "driada".
Czytaliśmy dalej.
"Amulet pegazusa dla pomocnego i troskliwego z was który ukrycie jest agresywny"
Ja i Lizzie popatrzyliśmy na Mikono Ona jednak gestykulowała jakby chciała powiedzieć "nie ja".
-Wygląda na to, że chodzi o mnie.-powiedział Blaise wstając i biorąc amulet.
"Ostatni amulet to amulet meduzy dla tego kto nie ufa wszystkim i którego zaufanie trudno zdobyć jednakże powierzyłby życie w ręce przyjaciół."
-No cóż.-westchnęła Elektra.-Nie da się ukryć.
Wzięła amulet głowy kobiety z wężowymi włosami.
"Teraz kiedy już macie amulety musicie się ich nauczyć."
Nie zdążyliśmy przeczytać następnego zdania ponieważ do mieszkania wparowało dwóch mężczyzn w garniturach i czarnych okularach. Wchodząc do salonu wyjęli pistolety i wycelowali w nas.
-Ręce do góry i nie ruszać się.-krzyknął jeden z nich.-Stanąć przy ścianie!
Przerażeni robiliśmy co nam kazali, staliśmy przy ścianie z rękami w górze. Notes został na kanapie. Jeden z mężczyzn wziął go do ręki, oglądnął i schował do kieszeni następnie wycelował w nas pistoletem i powiedział:
-Widzę, że amulety macie już na szyjach. Dawać je!
Byliśmy przerażeni, nie mogliśmy się ruszać.
-Nie potrzebujemy ich...-zaczął drugi-...Zabij ich!
Pierwszy wycelował w nas pistoletem. Już miał pociągnąć z spust...

***
Ciąg dalszy nastąpi...

czwartek, 21 sierpnia 2014

"Początek" cz.1 [Włochy-Rzym]

Głównymi bohaterami będzie czwórka nastolatków chodzących do tej samej szkoły we Włoszech. Nie znają się i nie mają wiele wspólnego, jednak los chce by zostali przyjaciółmi.

Ted Killstone jest 16-letnim chłopakiem, synem nauczyciela i pisarki. Uwielbia szybką i dynamiczną muzykę, lubi słodycze. Dobrze zbudowany zielono szare oczy i ciemny blond włosy. Dobrze się uczy.
Blaise Orden również 16-latek cichy dosyć spokojny wysoki szatyn o zielonych oczach. Matka-sekretarka, Ojciec-policjant. Wie jak sobie poradzić samemu. łatwo się stresuje.
Lizzie Valm 16-latka bardzo zabawna nie odpuści kawału jak nadarzy się okazja. Czasem zaniedbuje naukę ale jest bardzo mądra i szybko nadrabia straty. Średniego wzrostu szczupła szatynka o brązowych oczach. Córka prezesa firmy i przedszkolanki.
Mikono Elektra jak inni też ma 16 lat córka sklepikarza i aktorki. Nie lubi tłumów lecz może być dobrą przyjaciółką. Dosyć wysoka czarnowłosa z blond pasemkami ma niebieskie oczy a w nauce ma dobre oceny.
To był dzień jak co dzień czwórka bohaterów szła do szkoły, każdy swoją drogą nawet się nie spotkali. Jak więc dojdzie do ich przyjaźni po prostu za brak zadania domowego akurat ta czwórka została po lekcjach.
W dodatku za kare mieli myć podłogę korytarzy w całym pierwszym piętrze. Marudząc zajęli się robotą. wszyscy zaczęli w jednym miejscu. Myli je w żółwim tempie. Kiedy Ted chciał pójść zamoczyć swojego mopa Blaise w dalszym ciągu mył. Ted zahaczył nogą o drążek mopa i się przewrócił na mokrą podłoge
-Jezus! Sory.-krzyknął Blaise pomagając mi wstać.
-To nie twoja wina-odpowiedziałem spokojnie.
Lizzie i Mikono też oderwały się od pracy.
-Serio mi przykro.-nie przestawał Blaise.
-Nic mi się nie stało.-powiedział Ted wstając.
-Tak w ogóle to jak się nazywacie?-odezwała się Lizzie.
Przedstawili się sobie,
-No więc za co musieliście zostać?-Mikono.
-Praca domowa.-odpowiedzieli trójgłosem.
-To tak jak ja.
Między bohaterami wywiązała się rozmowa, po której byle jak umyli podłogi i wyskoczyli na pizze.
Był to czysty przypadek, że się poznali ale to co się będzie dalej działo to już nie będą przypadki.

***
Tak zakończę pierwszy post mam nadzieje że dobrze wyszedł.

Powitanie!

Elo witam was! Tutaj taki mały początek dla tego bloga. Będę na nim pisać takie opowiadanie o czwórce nastolatków którzy zostaną wplątani w świat starożytnych mitów i legend. Będzie tam jak w każdym dobrym opowiadaniu trochę tajemnic i paranormalnych zjawisk. Ale co najważniejsze dla mnie nie wiem jak dla was będę nadludzkie zdolności (nadludzkie to złe słowo ale coś w tym kierunku.).

No na razie to tyle. Mam nadzieje że będzie się podobać. :)